Z czym będzie kojarzyć mi się niedziela 14 listopada 2010?
Piękny słoneczny dzień, 18 stopni w ciągu dnia, sielanka i radość korzystania z prawdopodobnie ostatnich ciepłych dni jesieni oraz wrażenie że wraz ciepłym podmuchem wiatru na mej twarzy kończy się kolejny rozdział w polskiej kulturze knajpianej, jeśli mogę się wyrazić tak wzniosłym wyrażeniem.
Dotarło i do nas, tak, już jutro dołączymy do krajów z 'wyższej półki', gdzie papierosowy dym zostaje upychany po kątach ludzkiej słabości. Teraz będzie świeżo i przyjemnie...i niby dobrze, i zdrowo, i niby się cieszę, ale jakaś cząstka mnie już tęskni za jakże z nienawidzonym powszechnie siwym dymkiem. Przypomina mi się pilotowy odcinek Boardwalk Empire (Zakazane Imperium) w którym jakże hucznie uczczono wprowadzenie prohibicji (aż nabrałam ochotę na drinka to oglądając).
I pomijam fakt jakże licznych facebookowych nawołań do godnego pożegnania dymka w lokalach, z otwieraniem paczek o północy i wspólnym oddawaniem się jakże wspaniałym chwilom, przemiany materii własnym oddechem... chyba nie muszę korzystać z porad wróżki by przewidzieć jutrzejszy ból głowy. To jednak już pojawia się nostalgia, świadomość, że być może już teraz pewien styl spędzania czasu, mego życia, zostaje zamknięty w moich wspomnieniach. Chociaż ogólnie rzecz biorąc popieram brak przesiąkniętych dymem ubrań i włosów, porannej chrypki i uczucia jakby w mojej czaszce zamknięte zostało kółko miłośników rzemieślnictwa gorąco oddających się swemu hobby, jakże skutecznie posługującym się wszelkim żelastwem. To jakaś cząstka mnie tęskni za zapachem długich nocnych nasiadówek, zasłony dymnej która na wejściu do lokalu nas odstrasza i wabi tajemniczością nadchodzącej nocy i dekadencją. Gdzieś kołacze mi się myśl, że chociaż i lepiej i zdrowiej to czy kolejne pokolenia będą czuć ten klimat którego doświadczyliśmy i doświadczały pokolenia. I chociaż wiem, przykładem krajów gdzie zakaz ten jest wprowadzony, że pojawiają się nowe jakże i ciekawe zjawiska, to czy czytając chociażby o życiu paryskich intelektualistów, jak mojej ulubionej Simone de Beauvoir, będziemy w stanie przenieść się do ich miejsc tworzenia, które stanowiły m. in. pełne dymu z przepełnionymi popielniczkami paryskie knajpki?
Niewątpliwie miejsca pełne dymu to symbol i część życia, z którym wcześniej czy później przyjdzie się pożegnać i choć generalnie to popieram, to jak zawsze gdy przychodzi moment pożegnania, uwypuklają mi się te dobre strony, te miłe chwile i wspomnienia których tło nie mogłoby być czyste i pachnące, już nie, nie po ich przeżyciu. I choć można powiedzieć, nie to nie koniec, przecież będą sale, za których sponsorowanie już zabrały się koncerny nikotynowe, przecież wszyscy palący przestana w tych miejscach być dla siebie obcy itd. to jednak jest to zmiana, nieuchronna jak pierwsza miesiączka i menopauza, jednak zmiana. I choć moje oczy, skóra, włosy, organizm z radości wiwatuje to gdzieś w tym, dzisiaj, dzień przed, paląc przy stoliku, obserwując zwykłość tego dnia i tej chwili, tli się niedopałek wspomnień. Jakże przyjemnych i jakże miło przemijających...gasnących jak ten niedopałek. Czas się pożegnać mój drogi. To miejsce jest dla nas spalone, od jutra już nie możemy pokazywać się tu razem. Dziękuję za Twoje towarzystwo i ciągłą dostępność. Mam nadzieję że rozejdziemy się bez bólu, zachowując te dobre wspomnienia, nie próbuj się ze mną kontaktować, każde z nas musi odejść w swoją stronę i uszanować nadchodzący nowy dzień
Tagi: paryż, palenie, dekadencja, prohibicja, nikotyna, dymek w knajpie
skomentuj (0)